PIERWSZE LOTY ZA PŁOTY


- I co ja najlepszego zrobiłem ? Miałem polatać nad swoim gniazdem, wyprostować skrzydła, poskakać, pobawić się z bratem pod nieobecność rodziców a tu masz ci los – wylądowałem kilkanaście metrów niżej.  I co mam teraz robić ? Ale głupi ze mnie Wojtek, przecież nie pofrunę tak wysoko z powrotem do domu. Miał rację ojciec mówiąc – jeszcze musisz dużo ćwiczyć zanim będziesz chciał pozwiedzać wspaniałą okolicę.

- A gdzie właściwie ja jestem ? Muszę się rozejrzeć.

- Choinka, karmnik dla tych moich małych kolegów, zagon warzywny. Aha – już wiem. Wylądowałem u moich sąsiadów. Tych którzy mi się tak często przyglądają. Kibicują mi za każdym razem gdy wychodzą na taras. Dobrze, że u nich. Ich przynajmniej znam i wiem, że nic mi nie grozi. Polubiłem ich – są tacy sympatyczni. Mama i tato często mi o nich opowiadali – Wojtek, jak oni się cieszą gdy w połowie kwietnia znów nas widzą a pod koniec sierpnia chodzą trochę zasmuceni gdyż wiedzą, że lada dzień będziemy musieli odlecieć.



 

- Olu – spójrz.

- Jak on się tutaj znalazł ?

- Chyba wyfrunął z gniazda. Obawiam się, że nie ma sił żeby wrócić z powrotem.  Jeszcze na dodatek zaraz mogą się psy nim zainteresować.

- To chyba młody , stary dałby sobie radę.
 

- No, no – nie jestem młody. Jestem Wojtek . Rodzice tak do mnie mówią. Wojtek – proszę mnie tak nazywać. Młody może zostać ale tylko jako ksywa.

- Zbyszku, nie podchodź do niego.  On może być niebezpieczny, jest wystraszony i może ci zrobić krzywdę.  Dziób bociana jest bardzo mocny.

- Niech pani nie żartuje. Jestem groźny i silny ale krzywdy nie zrobię. Jestem przyjaźnie nastawiony. Złapać się na pewno nie dam. Zresztą możemy się pobawić. Ale wąskie te dziurki w siatce, nie mogę wyciągnąć swojej głowy. No wyłaź, wyłaź – przecież on już jest blisko. No – nareszcie. Patrz teraz – pokażę ci jak macham skrzydłami. Kilka zamachów – i co ? Dalej masz ochotę mnie złapać ? Będziesz tak biegał za mną ? Ładny klomb, zadbany. Nie podchodź, bo znów odfrunę.

- Zbyszku, to nie ma sensu. Łapiąc go nie pomożesz mu. Musimy wymyśleć coś innego.  Zadzwonimy na straż miejską – oni nas pokierują. Może do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.

- Nie, nie – żadna straż miejska. Proszę was. Nie jestem przestępcą. Nie dzwońcie tam. Nie chcę bransoletek na swoich nogach.  Proszę was -  pohasam trochę, uspokoję się i zniknę. Widzicie jak macham skrzydłami . Sił mam dosyć . Uwierzcie mi, dajcie mi tylko trochę czasu. W młodości często się tak zdarza. Tutaj jest tak przyjemnie.

- Znasz kogoś kto rozumie jego mowę ? Może dr Dolittle ? zadzwoń do niego.

- Nie mam telefonu. Szkoda.

- Dzwoniłam do Oli. Ale powiedziała, że dopiero się uczy.

-Straż miejska nie przyjedzie,  bo to jest poza terenem  miasta.

- Huraaa !!! Słyszycie ten mój klekot. Jak fajnie. Nigdzie mnie nie zabiorą .

- Olu – zobacz jak on podskakuje, mam wrażenie, że się uśmiecha.

- Zobaczysz, że on zaraz odleci. Czuję to. Niewielkimi lotami, najpierw z trawy na skarpę, potem na szopę, z szopy na komin a potem hop do gniazda. Zobaczysz – on tak zrobi.

- Nie tak szybko. Jeszcze chwila. Chcę się z wami podroczyć, pobawić się. Pochodzę sobie po waszej działce, poprzyglądam się kwiatkom, skubnę co nieco. Może znajdę coś smacznego . Oo! - a nie mówiłem?  Jak ładny ślimaczek. O, tam drugi, a tam dalej – trzeci. Mniam mniam. Widzicie jak mi ślinka leci. Nie ma obawy – wszystkiego nie zjem. Zostawię coś dla was. Teraz Wojtek jest panem ogrodu.

-Martwię się. Nie możemy go tak zostawić na noc. Musimy coś postanowić.

- Szkoda mi ich. Chyba się naprawdę mną przejmują.  Dobrze.  Zobaczcie co Wojtek już potrafi.

- Olu, patrz. Odfruwa.  Jeszcze niezdarnie, ale już coraz lepiej. Zrobił małą pętlę i pofrunął – pewnie na łąki.


                                                                                                                                          Zbyszek
 

 

 

LATO CZEKA W PROSTYNI


 
W sobotę 28-go czerwca mieszkańcy Prostyni przywitali nadejście lata. Przy organizacji imprezy po raz kolejny połączyły siły Grupa Odnowy Wsi przy i miejscowa Stajnia Prima. O godzinie 16.00 na placu gminnym, w nowo urządzonym miejscu - w pobliżu wiaty zapłonęło ognisko.  Prostynianie i ich goście spotkali się w licznym gronie, dopisała też dzieciarnia, dla której właścicielka Stajni Prima przygotowała możliwość bezpłatnej jazdy konnej i zaaranżowała zabawy i konkursy.  Były wyścigi z jabłkiem na głowie, konkurs na najszybszą konsumpcję jabłka, karmienie kucyka.  Była okazja pograć w siatkówkę.

Lato nie sprawiło nam na szczęście  zawodu, mimo niepewnych prognoz świeciło słońce.

Przy pieczonych kiełbaskach, a później również grillowanych smakołykach czas mijał szybko i przyjemnie.  Szczególnie wesoło bawiły się dzieci, korzystając z placu zabaw, boiska i ujeżdżając anielsko cierpliwego konika.

Kolejną imprezę na coraz ładniejszym wspólnym placu, mieszkańcy wsi planują za miesiąc.